Czym jest kreatywność i jak zamienić inspirację w historię?

                                                                              „Kreatywność jest supermocą należącą jedynie do geniuszy

Kiedy myślę czym jest kreatywność przypominam sobie taką scenę. Malarz siedzi przed czystym płótnem, wpatrując się w nie intensywnie. Nagle jego oczy się rozświetlają. Łapie pędzel i farby, a następnie zaczyna malować. Na jego twarzy widać całkowite skupienie. Przestaje jeść i pić, czas przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Jego rodzina i znajomi próbują się z nim w jakiś sposób skontaktować, jednak on ich ignoruje. Po prostu tworzy. Wreszcie, po trzech dniach nieprzerwanej pracy, tworzy arcydzieło. Obraz, który mówi bezpośrednio do duszy i zbiera w sobie wszystkie najwyższe ludzkie idee.

Nie mogę sobie przypomnieć, gdzie widziałem tę historię. Może to był film, serial lub rozdział w książce, jednak ładnie obrazuje, w jaki sposób kreatywność może być przedstawiana.

Jest ona czymś tajemniczym, skomplikowanym, nie z tej ziemi. Bliższym siłom wyższym niż ludzkim.

Dostęp do niej mają jedynie niezwykłe indywidua, których ból, radość i natchnienie są z jakiegoś powodu lepsze i większe niż zwykłego człowieczka. Geniusze.

Ja na to wszystko odpowiem, że są to bzdury i brzydkie uproszczenia. Kiedy staję przed lustrem, widzę dwudziestotrzyletniego studenta zarządzania. Niespecjalnie przystojnego, niespecjalnie brzydkiego. Osobę, która w wolnym czasie, zamiast kontemplować sens istnienia i czytać Braci Karamazow, lubi obejrzeć głupkowate anime w konwencji komedii romantycznej albo poczytać dobrą mangę. Jednak ten człowiek przez ostatnie dziesięć lat był jednostką kreatywną. Tworzył historie dobre, złe, nijakie i wciąż posiada nowe idee oraz pomysły.

Czym jest kreatywność? Napewno nie jest żadną gloryfikowaną siłą wyższą. Jest po prostu procesem, który każdy człowiek może opanować i cieszyć się jego owocami, jednak musi wiedzieć, na czym polega.

W tym artykule przedstawię wam moje spojrzenie na proces kreatywny. Przeprowadzę was przez zbieranie inspiracji, pokażę narzędzie ułatwiające tworzenie pomysłów oraz udowodnię, że najlepsze pomysły to takie, które zamieniły się w prawdziwe historie. Jesteście gotowi na małą podróż po kreatywności?

Małe, ale wielkie rzeczy

W języku polskim istnieje takie małe, na pierwszy rzut oka niewinne słówko: „natchnienie”. Jednak ja nie mogę go zdzierżyć. Działa ono na mnie niczym płachta na byka. Nie chodzi tu o jego dosłowne znaczenie, ale o jego brzmienie, wydźwięk, barwę i smak. Natchnienie kojarzy mi się z czymś wielkim, czymś wysokim, niezwykłym, wręcz kosmicznym. Kojarzy mi się ze stwierdzeniem: „Tyś jest moją muzą”.

Kiedy wyobrażam sobie to denerwujące słowo, w głowie pojawia mi się obraz: mężczyzna w średnim wieku uznaje, że w jego życiu czegoś brakuje, dlatego sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje bilet w jedną stronę do Nowego Delhi. Tam medytuje z mnichami nad Gangesem, a następnie obmywa się w świętych wodach tej rzeki. W końcu wraca do Polski i, natchniony tym, co przeżył, pisze książkę.

Jednak natchnienie, inspirację czy impuls twórczy można znaleźć wszędzie. Trzeba tylko nauczyć się szukać. Według mnie inspiracja składa się z dwóch części: emocjonalnej i informacyjnej.

Emocje to potężna siła, nad którą ciężko zapanować, jednak można zrobić z niej przyjaciela pomagającego w poszukiwaniu inspiracji. Należy o niej myśleć jak o komunikacie:

Stop! To jest dla ciebie ważne!

Na razie nie musimy bardzo zagłębiać się w przyczyny tych odczuć.

Czy kiedy widzisz zachód słońca, wzbudza on w tobie jakieś odczucia? Jeśli nie albo są one słabe, oznacza to, że ten obraz nie jest dla ciebie inspiracją emocjonalną. Nie jest budulcem do dalszej pracy twórczej.

Jednak, jeśli, widząc go, stajesz w miejscu i wpatrujesz się w niego jak zaczarowany, oznacza to, że to, co właśnie widzisz, jest dla ciebie ważne, warte zapamiętania i wykorzystania podczas pisania.

Pewnego dnia siedziałem znudzony na zajęciach z matematyki i patrzyłem za okno. Na podwórku rosła stara wierzba płacząca. Nagle na jednej z wyższych gałęzi usiadła wrona i moje oczy aż się rozszerzyły. Z jakiegoś powodu ten obraz ze mną rezonował. Nie wiedziałem, dlaczego i nie musiałem wiedzieć. Najważniejsze, że ta inspiracja towarzyszyła mi podczas dalszej twórczości.

Drugą częścią inspiracji jest inspiracja informacyjna. Sceny zawsze dzieją się w określonym miejscu i czasie. Nawet legendy i baśnie posiadają silniejsze albo słabsze zahaczenie w rzeczywistości. Kiedy tworzysz historię, umieszczasz ją, świadomie lub nie, w kontekście danej rzeczywistości. Gdy to sobie uświadomimy, będziemy mogli w bardziej świadomy sposób poszukiwać informacji budujących nasze inspiracje.

Kiedyś zaczytywałem się w książkach o PRL-u, głównie o latach osiemdziesiątych i czasach Solidarności, jednak zupełnie nie wiedziałem, jak przekuć tę wiedzę w spójną historię. Nagle przypomniał mi się obraz, który widziałem w liceum. Zacząłem pisać:

„Wiał lekki wietrzyk, słońce dawno schowało się za horyzontem. Gałęzie wierzby płaczącej poruszały się to w prawo, to w lewo. Na najgrubszej z nich siedziała wrona, przypatrująca się dwóm mężczyznom, którzy palili papierosy i rozmawiali o stanie wojennym…”.

W taki oto sposób można połączyć inspirację emocjonalną, która tworzy obraz sceny, oraz inspirację informacyjną, nadającą jej kontekst.

Niestety, nie samymi inspiracjami człowiek żyje. Należy dać im jeszcze szansę urosnąć, aby połączyły się ze sobą i zamieniły w piękne pomysły.

Kreatywna przerwa na kawę

YouTube, Instagram, TikTok, Netflix, Twitter/X, podcasty, artykuły, powiadomienia i wiadomości z ostatniej chwili. Z każdej strony jesteśmy otoczeni nowymi informacjami, które spadają na nas niczym deszcz, co chwilę rozpraszając naszą uwagę. Moim celem nie jest antagonizowanie nowoczesnej technologii. Jest ona niezmiernie ważna i użyteczna w procesie twórczym, jednak czasami co za dużo, to niezdrowo.

Wyobraźcie sobie pisarza, który pisze dramat historyczny na temat średniowiecznej Francji. Nagle ogląda nowy filmik na YouTubie i niespodziewanie jego książka zamienia się w komedię romantyczną dziejącą się w Nowym Jorku. Kolejnego dnia, siedząc przy śniadaniu, patrzy na nowego TikToka i akcja powieści przeskakuje do międzyplanetarnej odysei kosmicznej. Przecież czegoś takiego nie można byłoby czytać!

Pojedyncze inspiracje potrzebują czasu, aby mogły połączyć się w spójne pomysły, a te zamienić w trwałe historie.

Jednak poprzednie stwierdzenie jest bardzo ogólne i niejasne. Tu potrzebne są konkrety, rady, które można wcielić w życie już teraz. Tak więc co powiecie na taką: zamknijcie czytaną książkę i zaparzcie sobie kawę lub herbatę.

Każdy z nas już w tym momencie posiada wystarczająco inspiracji, aby napisać porządne opowiadanie, jednak chowają się one w ciemnych zakamarkach naszego umysłu. Przerwa informacyjna pozwala wydobyć je na powierzchnię i umożliwia im łączenie się w dowolny sposób, tworząc tym samym nowe pomysły i historie. Kiedy odpoczywamy od nowych inspiracji, stare zaczynają błyszczeć naturalnym blaskiem.

Przerwa informacyjna to powtarzalne zajęcie, w którym nie ma miejsca na przyjmowanie nowych informacji. Bardzo często jest ono fizyczne i związane z odczuciami ciała. Zdziwilibyście się, jak wiele pomysłów powstało pod prysznicem! Taka przerwa może mieć bardzo wiele form, na przykład: spacer, sprzątanie domu, szydełkowanie, pójście na siłownię, joga, gra na instrumencie lub właśnie przerwa na kawę.

Jednak pamiętajcie: zawsze podczas takiej przerwy noście przy sobie jakiegoś rodzaju notatnik, bo inaczej będziecie musieli sprintować do domu, trzymając w głowie pomysł, który zmieni świat!

Jeśli zaczniecie uprawiać taką przerwę informacyjną, możecie się zdziwić, jak wiele nowych, interesujących pomysłów wpada wam do głowy. Jednak smutna prawda jest taka, że najbardziej wartościowy zamysł to taki, który udało się zrealizować.

Dzieło sztuki nie tylko w głowie

Opowiem wam pewną osobistą anegdotę:

Pewnego dnia spacerowałem po mojej małej ojczyźnie, jaką jest Mysiadło. Chodziłem, nie myśląc o niczym specjalnym. Nagle zobaczyłem zachodzące na horyzoncie słońce. Niespodziewanie pojawił mi się w głowie pomysł na trylogię. Nazwałbym ją Trylogią Słońca. Mówię wam, była genialna, uwierzcie mi na słowo! Miałem już w głowie całą historię, dziesiątki bohaterów i niesamowite zwroty akcji. Nawet wyobrażałem sobie, jak staje się międzynarodowym hitem!

Wróciłem do domu, zabunkrowałem się w swoim pokoju i zacząłem pisać. Słowa wydawały się układać idealnie, dialogi miały moc, a opisy głębię. Kiedy skończyłem pisać pierwszą scenę mojego magnum opus, zostawiłem ją na półtora tygodnia i zająłem się innymi obowiązkami. Uznałem, że pomysł tak błyskotliwy jak ten obroni się sam z siebie i mogę do niego wrócić, kiedy chcę.

Wreszcie usiadłem do wstępu i po przerwie go przeczytałem. Nie mogłem uwierzyć. To, co napisałem, było jedną wielką sałatką słowną. Bohater był denerwujący, dialogi pozbawione sensu, a akcja się nie kleiła. Uznałem, że mój pomysł był słaby, wyrzuciłem go do metaforycznego kosza i już nigdy do niego nie wróciłem.

Brzmi znajomo? Jeśli tak, posłuchajcie, jakie błędy popełniłem.

Po pierwsze, uznałem, że pomysł jest już automatycznie całą historią. Nie jest. Przed rozpoczęciem pisania ważne jest, aby zrozumieć podstawowe elementy historii: kim jest protagonista, kim jest antagonista, o czym opowiada fabuła i tak dalej, i tak dalej. O poziomie planowania opowiem w innym artykule. Chodzi o to, aby zamienić niepewną ideę w stabilną historię.

Drugim błędem, jaki popełniłem, było czekanie. Zostawiłem swój pomysł na pastwę czasu. Z ideami jest trochę jak z kwiatkami: jeśli się nimi regularnie nie zajmujesz i ich nie podlewasz, po jakimś czasie uschną. Kiedy pojawia się w głowie ciekawy zamysł, razem z nim przychodzą emocje: „Ale to ciekawe!”. Jednak z czasem uczucia opadają i nawet genialne idee stają się mało interesujące.

Trzecim błędem, jaki popełniłem, była za szybka kapitulacja. Wmówiłem sobie, że powodem, dla którego to, co napisałem, było słabe, był sam zamysł. Zwykle jednak nie jest to prawdą. W głowie idee mogą wyglądać świetnie, jednak w rzeczywistości nasze umiejętności przekuwania ich w fascynujące historie są ograniczone. Nie oznacza to jednak, że same pomysły są złe.

Gdybym kontynuował to, co zacząłem, napisał kolejną scenę i kolejną, pracował przez następne pół roku albo rok, w końcu stworzyłbym powieść. Nie idealną, ale zrealizowaną. Mógłbym ją wtedy poprawiać tak długo, aż byłaby podobna do mojego ideału. Jednak w momencie, gdy się poddałem, zostałem z niczym.

Pamiętajcie: jeśli pojawi się w waszej głowie świetny pomysł, spróbujcie go rozbudować, działajcie konsekwentnie i nie poddawajcie się, jeśli wasze wyniki nie będą zgodne z waszymi oczekiwaniami. W ten sposób unikniecie moich bolesnych błędów.

Jak widzicie, kreatywność jest procesem. Może nie tak seksownym, jak przedstawiają ją media, ale należy do każdego z nas i, powiem wam szczerze, tkwi w nim coś magicznego.

Kreatywność: sztuka latania bez skrzydeł

Kreatywność należy do wszystkich. Każdy może pójść na spacer i cieszyć się zapachem dziko rosnących kwiatów. Nie potrzeba geniusza, aby odciąć się od natłoku informacji i wypić dobrą kawę. Niepotrzebna jest supermoc lub niezwykłość, aby zrealizować swój pomysł.

Jednak w całym procesie twórczym, procesie kreatywnym, tkwi magia, coś unikatowego. Będąc kreatywnym, człowiek tworzy coś jedynego w swoim rodzaju, niepowtarzalnego.

Może inspirować się innymi dziełami. Może być podobny do innej twórczości, ale nigdy taki sam.

Proces kreatywny daje człowiekowi niezwykłą wolność, pozwala mu latać bez skrzydeł i zamieniać zwykłe codzienne sprawy w coś niezwykłego, co wyraża jego indywidualny charakter.

Nie czekajcie, aż inspiracja spadnie wam z nieba. Już teraz zróbcie pierwszy krok w nieznane, wykonując to proste zadanie.

Wybierzcie jeden rozdział książki, scenę filmu, odcinek serialu, fragment gry albo artykuł.

Przeczytajcie albo obejrzyjcie go uważnie. Żadnych rozpraszaczy w postaci telefonu.

Przez 15 minut nie przyjmujcie nowych treści. Idźcie na spacer, zróbcie herbatę, posiedźcie przy oknie albo pozmywajcie naczynia.

Weźcie zeszyt i zapiszcie jedną stronę A5, nie zastanawiając się nad tym, co piszecie.

Napiszcie:

  • jaki obraz został wam w głowie,
  • jaka emocja towarzyszyła wam podczas konsumowania treści,
  • jaki pomysł albo pytanie pojawiło się po przerwie.

Na końcu napiszcie w jednym lub dwóch zdaniach, czy podobała wam się taka przerwa, czy czujecie się spokojniej, a może macie więcej energii. Zachęcam też do trzymania rozwiązań wszystkich zadań w jednym miejscu.

Dziękuję za przeczytanie tego artykułu i zapraszam do komentowania oraz zapisania się do newslettera, gdzie będę powiadamiać o nowych artykułach i wysyłać dodatkowe zadania.

Życzę wam powodzenia na waszej własnej Drodze Pisarza.

Dołącz Teraz!

Zacznij swoją Drogę Pisarza już dziś. Dołącz do newslettera.

Dołącz do rozmowy

Masz swoje przemyślenia po lekturze? Podziel się nimi w komentarzu — Twoje słowa mogą pomóc innym osobom na ich Pisarskiej Drodze.

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.